Ostatnio cofnęłam się do moich wpisów sprzed 10 lat (chociaż mam wrażenie, że 2016 był ze 2 a nie 10 lat temu - ale nie o tym). Widzę jaka byłam wtedy pełna chęci zmian, chwytania życia, eksploracji, popełniania błędów, szukania swojej drogi, jakie to było we mnie szczere, prawdziwe, czasem wręcz naiwne. Czytam to i dziękuję sobie w duchu za to podejście do życia, za tę siłę, za nie poddawanie się, chociaż pamiętam jak bywało mi ciężko i jakie wyzwania przynosił los. Dostrzegam zmiany jakie we mnie zaszły. Dziś bardziej sceptycznie patrzę na hasła typu "jeśli czegoś mocno pragniesz, dąż do tego, a na pewno to dostaniesz". Dodaję do tego gwiazdkę i dopisuję drobnym druczkiem - możesz mieć w życiu wszystko, ale nie wszystko naraz.
Obierając pewne ścieżki w życiu, tracimy możliwość pójścia w inną stronę. Poświęcając swoje lata życia czemuś, tracimy możliwość zainwestowania go w coś innego. Chcąc być zaangażowanym w swoją pracę lekarzem, przekreślam szansę na bycie prawnikiem. Chcąc być podróżnikiem, który postawi stopę w każdym państwie na świecie, wiem, że nie będę w stanie mieć gromadki dzieci i nie zagrzeję miejsca przy rodzinnym ognisku.
Oczywiście można w życiu zacząć wszystko od początku, napisać zupełnie nowy rozdział życia, ale w pewnym wieku, w pewnych sytuacjach, rzeczywistość jest nieubłagana - nie chwyci się kilku srok za ogon. Szczególnie, kiedy aktualny kształt, smak i zapach życia jest spełnieniem naszych marzeń. Tylko gdzieś z tyłu głowy pojawia się ten cichy głosik w głowie, jak by to było gdyby... Chcę przez to powiedzieć, że można być w najpiękniejszym okresie swojego życia, cieszyć się z miejsca, w którym się aktualnie jest, a jednocześnie czuć pewnego rodzaju tęsknotę, melancholię za czasami, które bezpowrotnie minęły lub za scenariuszami życia, które nie dojdą już nigdy do skutku.
Z dzisiejszej perspektywy 32-latki mogę powiedzieć, że nie da się wrócić na rozstaje dróg. Mając jedno życie i określoną w nim liczbę godzin, dni, tygodni i lat, nie da się przeżyć wszystkiego. Zostając psychologiem, nabierając kolejne doświadczenia i gromadząc wiedzę w tej dziedzinie (czyli poświęcając temu czas, z którego utkane jest życie), przekreślam bycie specjalistą w innym obszarze. Zakładając rodzinę, wychowując dziecko, wiem, że nie ma powrotu do beztroskich lat - upijania się winem, tańczenia w środku nocy pod gwiazdami, spontanicznych wypadów gdzie bądź, kiedy tylko miało się na to ochotę itp. Z pewnymi tematami trzeba się bezpowrotnie pożegnać, niektóre trzeba odłożyć na dalszą przyszłość. I nie chcę udawać, że tak nie jest, że nie ma we mnie takich tęsknot czy "rozkmin".
Niemniej uwielbiam obecny etap mojego życia, kocham być mamą mojej córki i to jej poświęcać czas, uwagę i serce. Mimo wielu wyzwań i trudności jakie niesie ze sobą rodzicielstwo. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.
W życiu można mieć wszystko, ale nie wszystko naraz. Mam swoje wszystko i chcę w to iść dalej, budować, tworzyć, dawać czas, uwagę i zaangażowanie. Bo to już nie etap "w którą stronę powinnam pójść?". To etap "mam swoją życiową ścieżkę i chcę być na niej zajebiście szczęśliwa, mimo potknięć". ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz